POSTCARD FROM AMSTERDAM

15.04.2019

 

 

Po powrocie z Amsterdamu kilka razy się zabierałam za przygotowanie tego posta. I w końcu doszłam do wniosku, że żadne słowa nie są w stanie oddać klimatu tego miasta, tak jak zdjęcia. Dlatego dzisiaj nie piszę, tylko pozostawiam Was z moim albumem :) 

 

 

After returning from Amsterdam, I’ve tried to prepare this post a couple of times. Finally I understand that no words can capture the climate of this city, just like the pictures. That’s why I’m not writing today but leaving you with my photo album :)

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

vintage hunting

 

 

Van Gogh Museum

 

 

 

 

 

De School

 

 

MOCO Museum and my Daniel Arsham

 

 

 

 

 

Banksy / Salvador Dali

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

CHANGEMENT

24.03.2019

 

 

Już od jakiegoś czasu chciałam się z Wami podzielić projektem nad którym pracowałam przez ostatnich kilka miesięcy, ale ostatnio ciężko znaleźć mi odpowiednie słowa, żeby opisać co czuję. Stworzenie mojej kolekcji dyplomowej przypominało rajd po górskiej ścieżce pełnej wzgórz i dolin, z czego jak patrzę z perspektywy czasu tych drugich było znacznie więcej. Na szczęście miałam wokół siebie wspaniałych  ludzi, którzy we mnie wierzyli i potrafili udzielić wsparcia, gdy tego najbardziej potrzebowałam. Dali mi niezmierne pokłady motywacji i wiary, że dam radę skończyć to, co zaczęłam. I w ten sposób nie dość, że stworzyłam kolekcję, z której jestem zadowolona i czuję, że jest w 100% moja, to na dodatek udało mi się obronić na piątkę. 

W  „Changement” chciałam wyjść naprzeciw podziałom na to, co damskie i męskie. Podczas tworzenia kolekcji wykorzystałam marynarki, kamizelki i koszule, kojarzone powszechnie z garderobą męską i nadałam im kobiecy, feministyczny charakter. Za pomocą oversize chciałam pokazać, że pewna siebie, świadoma swojej wartości kobieta nie potrzebuje podkreślać swoich kształtów, aby czuć się dobrze ze sobą i swoim ciałem. W kolekcji postawiłam na to, co najbliższe mojemu sercu – ponadczasową klasykę, prostotę i detale.Wykorzystałam paletę moich ulubionych barw – czerń, biel, granat i camel. Ubrania zostały wykonane z naturalnych tkanin – wełny, bawełny i jedwabiu, z dbałością o każdy, najmniejszy szczegół, bo równie ważna jak aspekt estetyczny,  jest dla mnie jakość.  

Nazwa kolekcji wzięła się z licznych zmian, jakie zachodziły w procesie jej tworzenia i  zmian, jakie przez te kilka miesięcy zaszły zarówno w moim podejściu do projektowania, jak i innych aspektów mojego życia.  

 

 

For some time now I’ve wanted to share with you the project I’ve been working on for the last few months, but recently I have problems with finding the right words to describe what I feel. The creation of my diploma collection was like a rally on a mountain path full of hills and valleys, of which, when I’m looking back, was much more the second ones. Fortunately, I had wonderful people around me who believed in me and supported me when I needed it most. They gave me immense amounts of motivation and faith that I can finish what I started. And in that way, not only I created a collection, which I’m satisfied with and feel it’s 100% mine, but what’s more, I managed to graduate with five.

In „Changement” I wanted to confront the division into what is feminine and masculine. During the creation process I used jackets, vests and shirts, commonly associated with the men’s wardrobe and gave them a feminine character. By using oversize I wanted to show that a self-confident, conscious of her value woman doesn’t need to emphasize her figure to feel good with herself and her body. To the collection I put what is closest to my heart – timeless classics, simplicity and details. I used the palette of my favorite colors – black, white, navy blue and camel. The clothes are made of natural fabrics – wool, cotton and silk, with attention to every single detail, because the quality is as important to me as the aesthetic aspect.

The title of collection came from the numerous changes during the creation process  and changes in my approach to design and other aspects of my life I’ve noticed over these few months.

 

 

fot. Jan Wasiuchnik

mua and hair: Patrycja Bienias 

model: Gabriela Kruszyńska / Uncover Models

space: Blame Us Agency 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

POSTCARD FROM PORTUGAL

22.12.2018

 

 

Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale tym razem jestem przekonana, że właśnie mnie dopadła. Gdy szłam z dworca do naszego domku, mijając urocze, kolorowe kamieniczki, zadbane ogródki i pastelowe mozaiki na ścianach domów, poczułam, że Portugalia to kraj, w którym mogłabym zamieszkać. Było ciemno, więc na każdym kroku czuć było atmosferę Bożego Narodzenia. Ponad miesiąc przed świętami, a niemal wszędzie wiszą lampki i ozdoby. Wydawać by się mogło, że mieszkańcy danej miejscowości organizują konkurs na najpiękniej przystrojony dom i sklep. Co ciekawe dekoracje się nie powtarzają i wiele z nich Portugalczycy wykonują sami. Najbardziej mnie rozczulił sklep z narzędziami, gdzie w oknie znajdowała się góra sztucznego śniegu i choinka w kształcie stożka poobklejana małymi śrubkami, kluczami francuskimi i śrubokrętami. W dzień w pobliżu cukierni w powietrzu roznosi się zapach cynamonu (sypią tony do deserów – istne niebo), na ulicach uśmiechnięte panie sprzedają pieczone kasztany, a muzycy grają kolędy. W okresie przedświątecznym obowiązują też weekendowe zniżki na komunikację, co sprawia, że Portugalczycy chętnie podróżują po całym kraju.

Oprócz świątecznego szaleństwa, kolejną rzeczą, za którą pokochałam Portugalię jest pyszne jedzenie i lokalne wino – Porto. Moje serce skradła Pasteis De Nata (zjadłam ich tyle, że dziwię się, że nie wróciłam do domu większa o dwa rozmiary) i Bacalhau. Jeśli kiedyś będziecie w Portugalii, koniecznie spróbujcie. Jednak nic nie sprawiło mi takiej radości jak obcowanie z miejscowymi ludźmi, którzy nigdzie się nie spieszą, celebrują każdą chwilę, są serdeczni, spokojni i uśmiechnięci. Jetem pewna, że kiedyś znowu tam wrócę i to koniecznie w okresie przedświątecznym. 

 

 

I don’t believe in love at first sight, but this time I think maybe it really exists. When I was going to the house from the train station, passing charming, colorful houses, trim gardens and pastel mosaics on the walls, I felt that Portugal is a country where I could live in. It was dark, so I feelt the atmosphere of Christmas at every step. Over a month before Christmas, and there are so many lamps and decorations hanging everywhere. You can get the impression that the inhabitants of a given town organize a competition for the most beautiful decorated home and shop. Interestingly, the decorations don’t repeat themselves and many of them are DIY. What the most melted my heart was the hardware shop where in the window there was a mountain of artificial snow and a Christmas tree in the shape of a cone covered with small screw, monkey wrench and screwdrivers. During the day near the pastry shops, the smell of cinnamon is in the air (the Portuguese add ton of it to desserts – the real heaven, I’m telling you), smiling ladies sell roasted chestnuts on the streets and musicians play Christmas carols. In the pre-Christmas period, there are also weekend discounts on public transport tickets, so lots of the Portuguese travel around the country.

The other thing because of which I fell in love with Portugal are delicious food and local wine – Porto. My heart was stolen by Pasteis De Nata (I ate lots of them and I’m still surprised I didn’t come back home two sizes bigger) and Bacalhau. If you ever will be in Portugal, you really have to try them. However, nothing gave me so much happiness like communing with local people who aren’t in a hurry, celebrate every moment, are warm, calm and smiling. I’m sure I will come back there again, necessary in the pre-Christmas period.

Aveiro

 

 

 

 

 

 

Pasteis De Nata

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Costa Nova

 

 

 

 

 

 

 

 

Porto 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Miejscowy vintage shop 

 

 

 

 

 

THINK PINK

12.12.2018

 

 

bomber jacket – vintage Nike

hoodie – Adidas

leggins – Nike

shoes – Adidas Originals 

watch – Marc by Marc Jacobs 

bag – Atomy 

hairband – Claire’s 

 

W ostatnim czasie w moim życiu zaszło sporo zmian i czuję, że powoli zaczynam kroczyć właściwą drogą. Poczucie bezpieczeństwa sprawiło, że zaczęłam dawać sobie coraz więcej luzu i nie nakładam już na siebie niepotrzebnej presji. Staram się łapać chwile i żyć tu i teraz jak tylko to możliwe. Przed ostatnim wyjazdem do Portugalii nie planowałam jakie miejsca odwiedzę, jakich potraw muszę spróbować, a walizkę spakowałam trzy godziny przed wyjazdem na lotnisko. Wrzuciłam do niej głownie duże bluzy, legginsy, dresy i oczywiście moje ukochane sneakersy. Ubrania idealnie się sprawdziły podczas leniwych spacerów po mieście, chłodnych wieczorów pod kocem przy ulubionym serialu (mowa oczywiście o „Przyjaciołach”), bieganiu po plaży czy wchodzeniu po pas do wody. I zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma znaczenia czy mamy na sobie eleganckie spodnie czy legginsy, ważne, żeby być z ludźmi których kochamy w miejscu, gdzie naprawdę czujemy się szczęśliwi i to nieistotne czy w ogródku babci czy na drugim końcu świata. Lubię planować podróże i na pewno z tego zupełnie nie zrezygnuję, ale zaczęłam bardziej doceniać takie leniwe wyjazdy bez większych przemyśleń, które mogą dać naprawdę dużo szczęścia. 

P.S. Wkrótce na blogu więcej zdjęć z wyjazdu, stay tuned :)

 

 

Recently lot’s changed in my life and I finally feel I follow the good way. The sense of security made me no longer put unnecessary pressure on myself. I try to seize the day and live here and now as much as I can. Before my last trip to Portugal, I didn’t check what places are worth a visit, what dishes are must-have to try and packed my suitcase three hours before going to the airport. I put into it mainly large sweatshirts, leggings, tracksuits and of course my beloved sneakers. Clothes worked perfectly during lazy walks around the city, cool evenings under the blanket watching my favorite series (of course, I’m talking about „Friends”), laying on the beach and running among the waves. And I realized that it really doesn’t matter if we’re wearing elegant pants or leggings, it’s important to be with people who we love in a place where we are really happy and it’s irrelevant whether in the grandmother’s garden or halfway around the world. I like planning my travels and I won’t definitely give up on it, but I’ve started appreciating such lazy trips without so many plans which can give a lot of happiness.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

MY FALL SEASON CLASSICS

26.10.2018

 

 

sweater – H&M

trousers – H&M

trench – vintage

belt – vintage

shoes – Adidas Originals 

bag – Atomy

ring – vintage 

 

Carrie Bradshaw miała swoje niezawodne buty, które dodawały jej skrzydeł, a były nimi szpilki od Manolo Blahnika. I mimo, że mam z Carrie trochę wspólnego, co do tej kwestii jesteśmy zupełnie różne. Jeśli miałabym wybrać buty, w których mogę codziennie stawiać czoła światu byłyby to zdecydowanie białe sneakersy. Przede wszystkim cenię sobie wygodę i noszę tylko te rzeczy, w których czuję się swobodnie. Chyba, że mówimy o zimie – wtedy zakładam na siebie tyle warstw, że nie czuję żadnej swobody i jestem pewna, że gdybym dostała bilet na Grenlandię, idealnie wtopiłabym się w tłum eskimosów. Ale jest mi ciepło i to dla mnie najważniejsze. Tu pojawia się kolejna istotna dla mnie kwestia – funkcjonalność tego, co noszę. Biorąc pod uwagę jaki tryb życia prowadzę, każda wolna chwila jest na wagę złota, więc nie chcę jej marnować na zastanawianie się co na siebie włożyć. Tak więc cieszę się, że udało mi się stworzyć bazę, dzięki której mogę bez problemu łączyć ubrania i mieć pewność, że będzie to dobrze wyglądało. Ciemnogranatowy lub beżowy trencz, sweter w neutralnym kolorze, białe lub czarne rurki, sneakersy i torba o ciekawej formie zawsze dobrze się sprawdzą.

 

 

Carrie Bradshaw had reliable shoes in which she could conquer the world and as you probably know I’m talking about Manolo Blahnik’s high heels. Although I have some things in common with Carrie, we are completely different about the shoes issue. If I had to choose shoes in which I can face the world every day, it would definitely be white sneakers. Above all, I value comfort and wear only things in which I feel comfortable. Unless we’re talking about winter – then I put on me so many layers that I don’t feel any freedom and I’m sure that if I got a ticket to Greenland, I would perfectly blend into the crowd of eskimos. But I’m warm and that’s the most important thing for me. And there we have another important issue for me – the functionality of what I wear. Considering my lifestyle, every free moment is worth its weight in gold, so I don’t want wasting it on figuring out what to wear. So I’m glad I have in my base wardrobe, thanks to which I can easily combine clothes and be sure that it’ll look good. Navy blue or beige trench coat, sweater in neutral color, white or black skinny jeans, sneakers and bag with interesting form always work well.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Katarzyna Karczmarz

AUTUMN LAZINESS

16.10.2018

 

 

t-shirt – second hand 

jacket – second hand

trousers – Pull&Bear

shoes – Vagabond 

bag – Atomy 

necklace – H&M

ring – vintage

 

Nie wiem czy to jesień tak na mnie wpływa, ale ostatnio trochę się rozleniwiłam się w kwestii moich ubraniowych wyborów. Najczęściej wygląda to tak, że zakładam czarny t-shirt, golf lub sweter i jedyną rzeczą jaka mi pozostaje to jaki kolor jeansów do tego włożyć. Ale tłumaczę to sobie, że to dobry znak, bo jeśli tak błahe rzeczy jak ubrania nie zaprzątają mi głowy, to znaczy, że mój umysł ma do ogarnięcia wiele ciekawszych i ważniejszych spraw i że wyszukane stylizacje nie są mi potrzebne, żeby czuć się dobrze ze samą sobą i być szczęśliwą. Poza tym, po tak wielu latach myślę, że udało mi się wypracować mój własny styl i wiem w czym dobrze się czuję i wyglądam. Nie jestem typem osoby, która lubi być w centrum uwagi, dlatego moje swetry w neutralnych kolorach i jeansy idealnie się sprawdzają.

W końcu udało mi się znaleźć idealną torebkę, która sprawi, że nawet najprostszy zestaw nabiera wyjątkowego charakteru. Jest to produkt naszej rodzimej marki Atomy. Ręcznie szyte torby są wykonane z dbałością o najmniejszy szczegół  i mają minimalistyczne, geometryczne formy. To, co jednak mi się najbardziej podoba to idea z jaką są tworzone. Są to stuprocentowo polskie produkty,  zaprojektowane tak, aby w jak najbardziej ekonomiczny sposób wykorzystać materiał. Każdy, nawet najmniejszy skrawek skóry, który pozostaje jest wykorzystywany do produkcji mniejszych akcesoriów takich jak paski, szlufki czy zawieszki. 

 

 

I don’t know if it’s because of autumn but recently I’ve been a little lazy when it comes to my clothing choices. Most often I wear a black t-shirt, golf or sweater and the only thing I have to do is decide what color of jeans to choose. But I explain to myself that it’s a good sign because if such trivial things as clothes don’t bother me, it means my mind has to deal with many more interesting and important issues and I don’t need sophisticated looks to feel good about myself and to be happy. Besides, after so many years I think  I managed to work out my own style and I know in which clothes I feel and look good. I’m not the type of person who likes to be in the center of attention, so my sweaters in neutral colors and jeans work perfectly.

Finally I managed to find the perfect bag which adds charm even to the simplest looks. This is a product of our native brand Atomy. Hand-sewn bags are made with attention to the smallest detail and have minimalistic, geometric forms. What I like the most is the idea with which they are created. They are 100% Polish products designed to use the material in the most economical way. Even the smallest piece of leather remained after production is used to make smaller accessories such as belts, loops and pendants.
 
 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Katarzyna Karczmarz

 

 

HELLO AUTUMN

06.10.2018

 

 

trench coat – second hand

golf – H&M

trousers – second hand

shoes – Adidas Originals Superstar 

bag – Mango 

necklace – H&M

ring – vintage

 

Nawet nie wiecie jak się cieszę, że nadeszła wreszcie jesień. Pomimo tego, że lubię wszystkie pory roku, to właśnie ona jest najbliższa mojemu sercu. Uwielbiam, gdy świat zamienia się w złoto-pomarańczową krainę, pod butami skrzypią wielobarwne liście, a na targu można kupić okazałe dynie i pieczone kasztany. Albo, gdy zaczyna delikatnie padać i w powietrzu unosi się rześki zapach deszczu. Nie ma nic lepszego niż chłodne wieczory, kiedy można się otulić kocem i oglądać filmy z kubkiem gorącej herbaty w ręku. Wreszcie mogę wyjąć z dna szafy moje ukochane swetry, płaszcze, szale i czapki. A nie ma przyjemniejszego uczucia niż otulenie się czymś miękkim i ciepłym, gdy wieje chłodny wiatr, a temperatura sprawia, że najchętniej nie wytykałoby się nosa z domu. Jednak chyba moją ulubioną częścią jesieni jest sezonowe jedzenie. Moją kuchnię opanowuje wtedy imbir, cynamon, miód, jabłka, grzane wino i sok z malin mojej babci (mówię Wam, jest najlepszy). 

Mam nadzieję, że miło spędzacie weekend. Gdy dopadnie Was jesienna chandra, wypijcie gorącą czekoladę i obejrzyjcie pod kocem ulubiony serial.

 

 

I can’t even tell you how happy I am that finally is autumn. Although I like all seasons, it’s closest to my heart. I love when the world turns into golden-orange land, when colorful leaves creak under shoes and at the market you can buy  pumpkins and chestnuts. Or if it starts to rain and the air smells so fresh. There is nothing better than cool evenings when you can cover yourself with a blanket and watch movies with a cup of hot tea in your hand. Finally I can take out from the bottom of the wardrobe my beloved sweaters, coats, scarves and hats. And there’s no better feeling than to wrap yourself in something soft and warm when the cold wind is blowing and the temperature makes you want to stay at home forever. However, my favorite part of autumn is seasonal food. In my kitchen is  so much ginger, cinnamon, honey, apples, mulled wine and raspberry juice from my grandma (I tell you, it’s the best).

Hope you have a good weekend! When you get an autumn blues, drink hot chocolate and watch your favorite series under the blanket.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Ilona Matievskaya

POSTCARD FROM BUDAPEST

30.08.2018

 

 

Po powrocie z Budapesztu pomyślałam, że fajnie byłoby się z Wami podzielić informacjami, jak wygodnie zwiedzać, co zobaczyć i gdzie można zrobić sobie najpiękniejsze zdjęcia. Z przyjaciółkami miałyśmy zaledwie trzy dni, aby lepiej poznać to miasto i mogę zdecydowanie powiedzieć, że to wystarczyło, żeby się w nim zakochać. Nie chodzi mi tylko o monumentalne, bogato zdobione budowle, które naprawdę robią wrażenie, ale przede wszystkim o klimat tego miasta, wszechobecną zieleń, wąskie uliczki, kamienice z pięknymi starymi drzwiami i klamkami (brzmi to dość dziwnie, ale naprawdę je uwielbiam; zrobiłam z zachwytu tyle zdjęć, że wystarczyłoby na osobnego posta) i ogrom miejsc, z których rozpościera się widok na całe miasto.

A oto kilka wskazówek:

1. Najlepiej zaplanować wyjazd na co najmniej cztery dni. Nam zabrakło właśnie jednego, aby zwiedzić Wyspę Małgorzaty, ale na pewno to nadrobię kolejnym razem.

2. Mieszkałyśmy w dogodnej lokalizacji, więc poruszałyśmy się po mieście komunikacją – tramwajami, autobusami i metrem. Najbardziej opłaci się kupować bilety 24- godzinne grupowe (można je kupić już dla dwóch osób).

3. Podczas zwiedzania najlepiej podzielić sobie Budapeszt na trzy części – Buda (po prawej stronie Dunaju), Peszt (po lewej stronie) i Wyspa Małgorzaty. Większość ciekawych miejsc w poszczególnych częściach miasta jest obok siebie, więc tak jest najwygodniej.

 

When I came home from my Budapest trip, I thought it would be a good idea to share with you how to sightseeing in a comfortable way, what is worth to see and where you can take beautiful pictures. With my friends we had just three days to get to know this city but I can say I’m totally in love with it. It’s not just because of the monumental, richly decorated buildings but above all because of the magical atmosphere of this city, ubiquitous greenery, narrow streets, tenements with tenements with beautiful old doors and door handles (I know it could sounds strange but I really love them; I took so many pictures that I could prepare a separate post with them) and lots of places from which you can see the whole city. 

And that’s my tips:

1. It’s good idea to plan your trip for at least four days. We were in Budapest three days and we needed just a one more to visit Margaret Island but I’ll do this next time.

2. We lived in a convenient location so we moved around the city by public transport – trams, buses and metro. It’s worth to buy a 24-hour group tickets (you can buy them even for just two people).

3. During sightseeing divide the city into three parts – Buda (on the right side of the Danube), Pest (on the left side) and Margaret Island. Most of interesting places in individual parts of the city are next to each other so it would be the most convenient.

 

BUDA – prawa strona Dunaju (the right side of Danube)

 

Chain Bridge

 

 

Najlepiej przejść się tam o wschodzie słońca, kiedy nie ma na nim tłumów turystów i połyskuje na złoto w promieniach słońca. Z mostu jest piękny widok na Pałac Królewski (zdjęcie poniżej).

It’s worth to go there at sunrise when there are no crowds of tourists and it’s gold in the sunshine. From the bridge there’s a beautiful view of the Royal Palace (picture below).

 

 

Mostem najlepiej przejść na drugą stronę i wejść na Basztę Rybacką. Zaraz obok znajduje się Kościół św. Macieja. Też polecam przyjść tam rano, bo później te miejsca są bardzo zatłoczone i tracą swój urok.

When you took beautiful photos, go across the bridge and enter the Fisherman’s Bastion. Next to it is the Church of Saint Matthias. I recommend to go to these places in the morning because later they are  very crowded and lose their charm.

 

 

Baszta Rybacka, która jak dla mnie wygląda jak zamek z Disneya 

Fisherman’s Bastion for me looks like a Disney castle

 

 

 

Kościół św. Macieja / St. Matthias Church 

 

 

 

Na zachód słońca warto wejść (lub wjechać kolejką; bilet w jedną stronę kosztuje 3 euro) na Zamek Królewski. Rozpościera się z niego widok na całe miasto. Jeśli akurat traficie, zobaczycie świecący Chain Bridge (na początku mieni się na zielony kolor, który później przechodzi w żółto-pomarańczowy).

For sunset it’s worth to enter the Royal Castle (you can take the cable car too, one way ticket costs 3 euros). And there you’ll have a view of the whole city. With any luck, you’ll see a glowing Chain Bridge (at the beginning it shimmers of green color that later turns into yellow-orange).

 

Widok na Parlament z Zamku Królewskiego 

A view of the Parliament from the Royal Castle

 

Chwilę później niebo niemal płonęło

A moment later the shy was burning

 

Most Elżbiety / Elisabeth Bridge

 

Most Wolności / Liberty Bridge

 

 

Wzgórze Gellérta, z którego jest piękny widok na całe miasto 

Gellért Hill and the view of the whole city

 

 

PESZT – lewa strona  Dunaju (the left side of Danube)

 

Parlament / Parliament

 

Lepiej udać się tam co najmniej godzinę wcześniej, bo żeby wejść do środka trzeba kupić bilet, a wycieczki z angielskim przewodnikiem czasami dość szybko się wyprzedają. Koszt to 1200 HUF (ok. 17 zł) za bilet ulgowy i 2200 HUF (ok. 30 zł) za normalny.

It’s better to go there at least an hour earlier because to go inside you need a ticket and tours with an English guide sometimes sell out quickly. The cost is 1,200 HUF for reduced ticket and 2,200 HUF for regular one.

 

 

 

 

Sala obrad / The Council Chamber

 

 

 

Bazylika św. Stefana / St. Stephen Basilica

 

Można wykupić bilet (koszt 500 HUF, czyli ok. 7 zł), żeby wejść na kopułę, z której rozpościera się widok na całe miasto. Niedaleko znajduje się zabytkowa ulica Andrássy, która została wpisana na listę światowego dziedzictwa UNESCO. Po drodze warto też zajrzeć do Węgierskiej Opery Państwowej. Jeśli będziecie mieli możliwość to wykupcie sobie wejściówkę (koszt 1300 HUF, czyli ok. 17 zł), aby dokładnie ją obejrzeć. Niestety podczas naszego pobytu w Budapeszcie główna sala była zamknięta z powodu remontów, ale z pewnością to nadrobię w przyszłości.

You can buy a ticket (cost 500 HUF) to enter the dome from which there’s a view of the whole city. Near to the basilica is the historic Andrássy street which is on the UNESCO World Heritage List. On the way, you can visit the Hungarian State Opera. If you’ll be able to, buy a ticket (cost 1300 HUF)) to see it carefully. Unfortunately, when we were in Budapest, the main hall was closed due to renovations but for sure I’ll visit it again in the future. 

 

Nadal Bazylika św. Stefana / still St. Stephen Basilica

 

 


Andrássy út 

 

 

 

Wnętrze Opery / Inside the Opera

 

 

 

A poniżej zbiór różnych zdjęć, które według mnie idealnie oddają klimat Budapesztu.

And there you have some photographs which for me perfectly shows the atmosphere of Budapest.

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli macie jakieś pytania, piszcie śmiało w komentarzach lub w wiadomościach :)

If you have any questions, let me know in comments or in DM :)

 

 

VINTAGE SHIRT

25.08.2018

 

 

shirt – vintage

shorts – vintage Levis

shoes – Converse 

necklace – H&M

 

            Po kilku pracowitych tygodniach udało mi się odwiedzić moich bliskich i w końcu zrealizować długo planowany wyjazd z moimi przyjaciółkami, które znam całe życie. A nie ma nic lepszego niż spędzanie czasu z ludźmi, z którymi rozumiemy się niemal bez słów i dokładanie kolejnych cudownych momentów do puli wspomnień, które udało nam się zgromadzić przez lata. Chociaż naszym punktem docelowym był Budapeszt, spędziłyśmy dwa dni w Krakowie. I mimo, że nie da się w pełni zwiedzić tego pięknego miasta w tak krótkim czasie, udało nam się poczuć czarujący klimat tego miejsca. Pospacerowałyśmy uroczymi uliczkami na rynku i Kazimierzu (który jest zdecydowanie moją ulubioną dzielnicą Krakowa), zahaczyłyśmy o Wawel i Sukiennice i odwiedziłyśmy MOCAK. Biorąc pod uwagę, że przez cały wyjazd temperatura sięgała 30 stopni, lekka koszula i jeansowe spodenki idealnie się sprawdziły.

P.S. Mimo, że jak mówi moja przyjaciółka, ta koszula wygląda jak z lat 80. z szafy taty, jest moją nową ulubienicą (mojej mamy zresztą też, bo już zdążyła pożyczyć). 

 

 

 

            After a few busy weeks I managed to visit my loved ones and finally realize a long-planned trip with my friends who I’ve known from the beginning of my life. And there’s nothing better than spending time with people with whom you understand each other almost without words and adding new special moments to the pool of memories which you’ve garnered for years. Although our destination was Budapest, we spent two days in Cracow. And even though it’s impossible to fully explore this beautiful city in such a short time, we managed to feel the magical atmosphere of this place. We was strolling along charming streets of town square and Kazimierz (which is definitely my favorite district of Cracow) and visited Wawel, Sukiennice and MOCAK. Considering that during the trip temperature reached over 30 degrees, thin shirt and jeans shorts worked perfectly. 

P.S. Although as my friend says this shirt looks like from the 80’s taken from my dad’s wardrobe, it’s my new favourite (I think my mom’s too because she’s already borrowed it). 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Kamila Gasiecka

 

PERFECT DRESS

11.08.2018

               

1.  Zara

2.  Mango

3.  Zara

 

Gdy mam do wyboru spodnie czy sukienkę to w większości przypadków zdecyduję się na pierwszą opcję. Głównie dlatego, że spodnie są według mnie wygodniejsze i bardziej funkcjonalne. Jednak gdy słońce nie chowa się za chmury przez cały dzień a temperatura sięga zenitu chętnie sięgam po sukienki. Ostatnio szukałam idealnej dla siebie i pomyślałam, że podzielę się z Wami tymi, które wpadły mi w oko. Najbardziej lubię te proste, koszulowe. 

P.S. Niektóre są na wyprzedaży, więc można je kupić w naprawdę dobrej cenie. 

 

 

 

1.  Zara

2.  Mango

3.  A2

 

When I have to choose between trousers and dress in most cases I’ll decide on the first option. Mainly because pants are more comfortable and functional to me. But when the sun doesn’t get behind the clouds all day long and the temperature hits the wall I happily wear dresses. Recently I’ve been looking for the perfect one for me and I thought it’d be nice to share with you my list. Mostly I love the simple, shirt-like ones. 

 

 

 

1.  Zara

2.  Zara

3.  Zara