MERRY CHRISTMAS

24.12.2018

 

 

This Christmas I wish you most of all believing in yourself, listening to your hearts and doing what makes you the most happy, always being yourself and surround yourself with good people who care about you, have a lot of spare time for your loved ones and lots of love and health because they’re the most important things in life. Merry Christmas! :)

 

POSTCARD FROM PORTUGAL

22.12.2018

 

 

Nie wierzę w miłość od pierwszego wejrzenia, ale tym razem jestem przekonana, że właśnie mnie dopadła. Gdy szłam z dworca do naszego domku, mijając urocze, kolorowe kamieniczki, zadbane ogródki i pastelowe mozaiki na ścianach domów, poczułam, że Portugalia to kraj, w którym mogłabym zamieszkać. Było ciemno, więc na każdym kroku czuć było atmosferę Bożego Narodzenia. Ponad miesiąc przed świętami, a niemal wszędzie wiszą lampki i ozdoby. Wydawać by się mogło, że mieszkańcy danej miejscowości organizują konkurs na najpiękniej przystrojony dom i sklep. Co ciekawe dekoracje się nie powtarzają i wiele z nich Portugalczycy wykonują sami. Najbardziej mnie rozczulił sklep z narzędziami, gdzie w oknie znajdowała się góra sztucznego śniegu i choinka w kształcie stożka poobklejana małymi śrubkami, kluczami francuskimi i śrubokrętami. W dzień w pobliżu cukierni w powietrzu roznosi się zapach cynamonu (sypią tony do deserów – istne niebo), na ulicach uśmiechnięte panie sprzedają pieczone kasztany, a muzycy grają kolędy. W okresie przedświątecznym obowiązują też weekendowe zniżki na komunikację, co sprawia, że Portugalczycy chętnie podróżują po całym kraju.

Oprócz świątecznego szaleństwa, kolejną rzeczą, za którą pokochałam Portugalię jest pyszne jedzenie i lokalne wino – Porto. Moje serce skradła Pasteis De Nata (zjadłam ich tyle, że dziwię się, że nie wróciłam do domu większa o dwa rozmiary) i Bacalhau. Jeśli kiedyś będziecie w Portugalii, koniecznie spróbujcie. Jednak nic nie sprawiło mi takiej radości jak obcowanie z miejscowymi ludźmi, którzy nigdzie się nie spieszą, celebrują każdą chwilę, są serdeczni, spokojni i uśmiechnięci. Jetem pewna, że kiedyś znowu tam wrócę i to koniecznie w okresie przedświątecznym. 

 

 

I don’t believe in love at first sight, but this time I think maybe it really exists. When I was going to the house from the train station, passing charming, colorful houses, trim gardens and pastel mosaics on the walls, I felt that Portugal is a country where I could live in. It was dark, so I feelt the atmosphere of Christmas at every step. Over a month before Christmas, and there are so many lamps and decorations hanging everywhere. You can get the impression that the inhabitants of a given town organize a competition for the most beautiful decorated home and shop. Interestingly, the decorations don’t repeat themselves and many of them are DIY. What the most melted my heart was the hardware shop where in the window there was a mountain of artificial snow and a Christmas tree in the shape of a cone covered with small screw, monkey wrench and screwdrivers. During the day near the pastry shops, the smell of cinnamon is in the air (the Portuguese add ton of it to desserts – the real heaven, I’m telling you), smiling ladies sell roasted chestnuts on the streets and musicians play Christmas carols. In the pre-Christmas period, there are also weekend discounts on public transport tickets, so lots of the Portuguese travel around the country.

The other thing because of which I fell in love with Portugal are delicious food and local wine – Porto. My heart was stolen by Pasteis De Nata (I ate lots of them and I’m still surprised I didn’t come back home two sizes bigger) and Bacalhau. If you ever will be in Portugal, you really have to try them. However, nothing gave me so much happiness like communing with local people who aren’t in a hurry, celebrate every moment, are warm, calm and smiling. I’m sure I will come back there again, necessary in the pre-Christmas period.

Aveiro

 

 

 

 

 

 

Pasteis De Nata

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Costa Nova

 

 

 

 

 

 

 

 

Porto 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Miejscowy vintage shop 

 

 

 

 

 

THINK PINK

12.12.2018

 

 

bomber jacket – vintage Nike

hoodie – Adidas

leggins – Nike

shoes – Adidas Originals 

watch – Marc by Marc Jacobs 

bag – Atomy 

hairband – Claire’s 

 

W ostatnim czasie w moim życiu zaszło sporo zmian i czuję, że powoli zaczynam kroczyć właściwą drogą. Poczucie bezpieczeństwa sprawiło, że zaczęłam dawać sobie coraz więcej luzu i nie nakładam już na siebie niepotrzebnej presji. Staram się łapać chwile i żyć tu i teraz jak tylko to możliwe. Przed ostatnim wyjazdem do Portugalii nie planowałam jakie miejsca odwiedzę, jakich potraw muszę spróbować, a walizkę spakowałam trzy godziny przed wyjazdem na lotnisko. Wrzuciłam do niej głownie duże bluzy, legginsy, dresy i oczywiście moje ukochane sneakersy. Ubrania idealnie się sprawdziły podczas leniwych spacerów po mieście, chłodnych wieczorów pod kocem przy ulubionym serialu (mowa oczywiście o „Przyjaciołach”), bieganiu po plaży czy wchodzeniu po pas do wody. I zdałam sobie sprawę, że tak naprawdę nie ma znaczenia czy mamy na sobie eleganckie spodnie czy legginsy, ważne, żeby być z ludźmi których kochamy w miejscu, gdzie naprawdę czujemy się szczęśliwi i to nieistotne czy w ogródku babci czy na drugim końcu świata. Lubię planować podróże i na pewno z tego zupełnie nie zrezygnuję, ale zaczęłam bardziej doceniać takie leniwe wyjazdy bez większych przemyśleń, które mogą dać naprawdę dużo szczęścia. 

P.S. Wkrótce na blogu więcej zdjęć z wyjazdu, stay tuned :)

 

 

Recently lot’s changed in my life and I finally feel I follow the good way. The sense of security made me no longer put unnecessary pressure on myself. I try to seize the day and live here and now as much as I can. Before my last trip to Portugal, I didn’t check what places are worth a visit, what dishes are must-have to try and packed my suitcase three hours before going to the airport. I put into it mainly large sweatshirts, leggings, tracksuits and of course my beloved sneakers. Clothes worked perfectly during lazy walks around the city, cool evenings under the blanket watching my favorite series (of course, I’m talking about „Friends”), laying on the beach and running among the waves. And I realized that it really doesn’t matter if we’re wearing elegant pants or leggings, it’s important to be with people who we love in a place where we are really happy and it’s irrelevant whether in the grandmother’s garden or halfway around the world. I like planning my travels and I won’t definitely give up on it, but I’ve started appreciating such lazy trips without so many plans which can give a lot of happiness.