SUMMER VIBES

24.05.2018

 

 

dress – Mango 

shoes – Zara

bag – www.allegro.pl

watch – vintage

sunglasses – Marc by Marc Jacobs 

 

Pomimo tego, że zbliżające się dwie sesje nie dają o sobie zapomnieć, pogoda za oknem sprawia, że nie przestaję myśleć o wakacjach, a sukienki i spódnice na dobre opanowały moją szafę. Chociaż wakacje kojarzą się nam z kolorami, większość moich „letnich” ubrań jest w podstawowych kolorach – czerni (w której najlepiej się czuję), bieli i klasycznym blue jeans. Na zdjęciach z dzisiejszego posta mam na sobie moje ostatnie niezbędniki – prostą, krótką, czarną sukienkę, torbę koszyk (która obok „siatki” jest moją ulubioną w ostatnim czasie), ażurowe czółenka i duże czarne okulary (obowiązkowo, biorąc pod uwagę ile słońca dostarcza nam maj). Mimo, że bardzo cenię sobie prostotę i uniwersalne ubrania, ostatnio dałam się ponieść chwili i kupiłam koszulę w niebiesko-pomarańczowe kwiaty. Ale znając moją słabość do kwiatów, nawet mnie to nie dziwi. 

 

 

Although the upcoming two sessions don’t let me forget about themselves, the weather outside the window make me not stop thinking about the holidays and dresses and skirts have filled my wardrobe for good. Despite the holidays connotes with colours, most of my summer clothes are in basic colours – black (in which I feel the best), white and classic blue jeans. In today’s photos I’m wearing my recent essentials – simple short black dress, „basket” bag (this and the „fishnet” one are my favorite in recent times), fishnet shoes and big black glasses  (obligatory, taking into account how much sun we have in May). Although I value simplicity and universal clothes, lately I’ve got swept up in the moment and bought shirt in blue and orange flowers. But knowing my fondness for flowers it doesn’t surprise even me. 

 

 

 

 

 

 

 

HIGH SANDALS

9.05.2018

 

 

trench coat – vintage 

blouse – Mango 

jeans – Zara

bag – Mango

shoes – Zara

watch – vintage 

 

Victoria Beckham kiedyś powiedziała: „W butach na płaskiej podeszwie zwyczajnie nie mogę się skupić”, a moja ukochana Carrie Bradshaw oddałaby ostatnie pieniądze za kolejną parę szpilek od Manolo Blahnika. Od kiedy kupiłam moje pierwsze szpilki starałam się zrozumieć fenomen wysokich butów. Wiecie jakie było moje ogromne rozczarowanie kiedy po kilku godzinach noszenia okazało się, że za pięknym wyglądem nie idzie wygoda? Zdałam sobie wtedy sprawę, że w życiu nie zamieniłabym na nie moich ukochanych sneakersów, trampek i baletek. Oczywiście nie pogardziłabym pięknymi szpilkami od Manolo Blahnika czy Rogera Viviera, ale podejrzewam, że przez większość czasu podziwiałabym je nie na mojej nodze, ale stojące na półce niczym muzealny eksponat. Bo choć wysokie szpilki dodają pewności siebie i sprawiają, że nogi stają się długie niemal do nieba, staram się omijać je szerokim łukiem. Z wysokich butów przyjemność sprawia mi tylko noszenie botków i sandałków. Tych z dzisiejszego posta mam już drugą parę. Są skórzane, wygodne i klasyczne, więc pasują niemal do wszystkich moich ubrań. I idealnie sprawdzają się nawet podczas wielogodzinnych tańców. 

 

 

Some time ago Victoria Beckham said: „I can’t concentrate in flats” and my dear Carrie Bradshaw would blow every last cent of her money to buy a new pair of Manolo Blachnik’s heels. Since I bought my first pair of high heels I’d been trying to understand the phenomenon of this kind of shoes. And do you know what was my huge disappointment when after a few hours of wearing them turned out that beautiful look doesn’t go hand in hand with the convenience? And I realized that I’d never exchange my beloved sneakers and ballets for them. Of course, I wouldn’t mind a pair of beautiful Manolo Blahnik or Roger Vivier heels but I think most of the time I’d admire them not on my feet but on the shelf like a museum exhibit. Because although high heels add self-confidence and make legs looking very long I try to give them a wide berth. When it comes to high shoes I take pleasure just from wearing ankle boots and sandals. These ones from today’s post I are my second pair. They are leather, comfy and classic so I can combine them with almost all my clothes. And they work out even during long time dancing. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Natalia Szukała

 

 

STRIPES

02.05.2018

 

 

linen shirt – H&M

white jeans – Mango

trench coat – second hand 

bag – Mango

shoes – Vagabond 

sunglasses – Marc by Marc Jacobs 

watch – Marc by Marc Jacobs 

 

Jeśli chodzi o wzory to mam do nich podobne podejście jak do kolorów – im mniej, tym lepiej. Nie wiem czy to już kwestia przyzwyczajenia, wygody czy strachu przed nieznanym, ale nie oszukujmy się – nigdy nie byłam barwnym pawiem, a raczej szarym wróbelkiem. Jedynym akceptowanym przeze mnie wzorem są paski (i kwiaty, ale też bez przesady). Uwielbiam je nosić szczególnie w sezonie wiosenno-letnim. Lniana koszula w paski, białe spodnie i siateczkowa torba przypominająca sieć rybacką sprawiają, że od razu przychodzi mi na myśl morze, szum fal, piasek skrzypiący pod stopami i słońce delikatnie parzące policzki. Nic tylko spakować walizkę i złapać pociąg jadący nad morze. 

 

 

 

As you may know my approach to patterns and colours is: the less them in my wardrobe, the better. I don’t know if it’s question of habit, convenience or the fear of the unknown but let’s face it – I’ve never been a colourful peacock but rather a grey sparrow. The only pattern accepted by me are stripes (and flowers but come on). I love wearing them especially in spring-summer season. Linen striped shirt, white jeans and mesh bag looking as a  fishing net make me think about sea, the sound of  the waves, sand creaking under the feed  and sun gently burning the cheeks. Nothing but pack your suitcase and catch a train to the sea. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Gabriela Jaczewska

CAPSULE WARDROBE – SPRING OUTERWEAR

26.04.2018

 

Mimo tego, że każdy z nas myśli już powoli o wakacjach, pogoda potrafi płatać figle i zmieniać się z godziny na godzinę. Gdy wychodzę rano z domu jest chłodno, później wychodzi słońce i robi się coraz cieplej, żeby pod wieczór znowu przypomnieć mi, że do wakacji jeszcze pozostało kilka miesięcy. Dlatego nie wychodzę z domu bez płaszcza, kurtki albo chociaż żakietu. I wolę później nosić okrycie w torbie albo trzymać je w ręce niż trząść się z zimna (a należę do grupy ludzi, którym niewiele trzeba, żeby zmarznąć). Pomyślałam więc, że zrobię mały research i poszukam dla was ciekawych kurtek jeansowych, ramonesek i trenczy. To moje top trzy okrycia wierzchnie na wiosnę. Mam nadzieję, że najdziecie coś dla siebie. 

***

Although most of us have been thinking about holidays already, the weather plays tricks and changes from hour to hour. When I leave my house in the morning it’s chilly, later the sun comes out and it’s more and more warm and the evening reminds me that it’s still a few months to summer. So I don’t leave my house without coat or jacket. I prefer putting it later in the bag or holding  in my hand to shivering from cold (and I’m a kind of person who doesn’t need so much to freeze). So I’ve thought it’d be a good idea to do a research and look for interesting jeans and leather jackets and trench coats. These are my top three when it comes to the outerwear. I hope you’ll find something for you. 

 

 

 

Gdyby nie brać pod uwagę warunków atmosferycznych, mogłabym do końca życia nosić trencz. Po długich poszukiwaniach, na swój idealny  trafiłam w zeszłym roku w second handzie. Kolejny na mojej liście był  klasyczny beżowy. Wydawać by się mogło, że z jego znalezieniem nie powinno być problemu biorąc pod uwagę jak bogata jest obecna oferta sieciówek. Ale nic bardziej mylnego. Zauważyłam, że wiele z dostępnych trenczy ma kolorowe wstawki i dziwne aplikacje i klamry. Nie wiem jak wy, ale ja od dłuższego czasu mam wrażenie, że im prostszego elementu garderoby szukam tym ciężej trafić na taki, który sprostał by moim oczekiwaniom. Na szczęście kilka tygodni temu udało mi się znaleźć to, czego szukałam, o czym mogliście się przekonać w ostatnim wpisie

***

Not taking into account the weather conditions I could wear trench coat for the rest of my life. After a long searches I found my perfect one in second hand. The next on my wishlist was a classic beige one. It’d seem that I shouldn’t have a problem with finding it taking into account how rich is the offer of popular clothes chain stores. Not even a little bit. I’ve noticed that most of available trench coats have colorful inserts or weird applications or buckles. I don’t know about you but I’ve had a notion that the simpler garment I’m looking for the more difficult it’s to find the one that meet my expectations. Luckily a few weeks ago I found the one I was looking for what you could see in my recent post

 

CURRENTLY IN SHOPS 

 

 

1. & Other Stories 

2. & Other Stories 

 

 

3. & Other Stories 

4. Mango

 

TAKE SOME INSPIRATION

 

 

 

 

Prosta jeansowa kurtka idealnie się sprawdzi jeśli chcemy dodać naszej stylizacji niezobowiązującego i lekkiego charakteru. Uwielbiam ją nosić do sukienek, prostych t-shirtów i czarnych jeansów. Jesienią i zimą czasami zakładam ją pod płaszcz jako „marynarkę”. Swoją denimową kurtkę przygarnęłam z szafy mojej mamy. Przede wszystkim spodobał mi się jej vintage charakter. Ma kolor delikatnie spranego niebieskiego jeansu i jest lekko ovesizowa (krojem przypomina trochę bomberkę). I mimo, że ma już swoje lata nie zamieniłabym jej na żadną inną. 

***

Simple jeans jacket it’s perfect when you want to add some casual character to your outfit. I love wearing it to dresses, simple t-shirts and black jeans. In autumn and winter sometimes I wear it under the coat as a „jacket”. My denim jacket I took form my mom’s closet. I like the most its vintage look. It’s in the colour of delicately faded blue jeans and oversize (it looks a little bit like a bomber jacket). And although it’s old enough I wouldn’t change it for another one. 

 

CURRENTLY IN SHOPS

 

 

1. Cheap Monday 

2. Pull & Bear 

 

 

3. Pull & Bear 

4. Cheap Monday 

 

TAKE SOME INSPIRATIONS 

 

 

 

Moim kolejnym niezbędnikiem jest skórzana czarna ramoneska. Podobnie jak jeansową kurtkę, czasami zakładam ją pod płaszcz jak marynarkę. Uwielbiam ją łączyć z denimem, prostymi t-shirtami i białą koszulą. Noszę ją też do klasycznych sukienek w neutralnych kolorach  i wyższych butów albo do eleganckich spodni, żeby trochę przełamać „korporacyjny” styl. 

***

My another essential is the black leather jacket. The same as my jeans one I sometimes wear under the coat as a „jacket”. I love combining it with denim, simple t-shirts and white shirt. I wear it with classy dresses in neutral colours and high shoes or to elegant trousers to break a little bit the „corporate” style. 

 

CURRENTLY IN SHOPS 

 

 

1. Acne Studios 

2. Mango

 

 

3. Mango 

4. Mango 

 

TAKE SOME INSPIRATIONS 

 

Mam nadzieję, że post się spodobał i znaleźliście w nim choć trochę inspiracji. Miłego wieczoru!

***

I hope you enjoy the post and you’ve found some inspirations. Have a nice evening!

PERFECT IMPERFECTIONS

19.04.2018

 

 

trench coat – vintage

shirt – Cubus

jeans – Mango

bag – vintage ( inherited from my great-grandmother, she bought it for her son’s weeding in 1970) 

ankle boots – Reserved 

watch and earrings – vintage

 

 

O mojej miłości do „staroci” wiecie już dawno. Na tą piękną synagogę z dzisiejszych zdjęć trafiłam już w zeszłe wakacje. Wykorzystałam ją nawet do jednego z moich letnich postów. Odpadający tynk, pokryte lekko mchem ściany, które już dawno przestały być białe, schodząca z drzwi farba nie czynią jej ani trochę mniej piękną. Wręcz przeciwnie, dla mnie jest jeszcze piękniejsza i bliższa mojemu sercu właśnie ze względu na te drobne niedoskonałości. Bo kto z nas jest doskonały? Nikt. I czasami właśnie te niedoskonałości, świadczą o naszej wyjątkowości. To, co z pozoru jest doskonałe może w rzeczywistości okazać się surowe i puste. Dobrze się na to patrzy, ale brakuje mu „tego czegoś”. Weźmy natomiast tą „starą, brzydką” synagogę. Jeśli spojrzymy na nią w słoneczny dzień, kiedy promienie słońca odbijają się od okien i rzucają na ściany światłocienie, kiedy dotkniemy pięknej mosiężnej klamki, efekt jest fascynujący.

 

 

You’ve known about my love to „old” things for a long time. This beautiful synagogue from today’s photographs I stumbled on last holiday. I used it to one of my summer posts too. Coming off the walls plasters, walls (which haven’t beed white for a long time) covered with the moss, peeling paint from the doors – all these things don’t make this synagogue a bit less pretty. Quite the opposite – for me they make it more beautiful precisely because of these imperfections. Because who is perfect? Nobody. And sometimes exactly these imperfections make us more special. What is apparently perfect at first sight can prove empty in reality. It’s nice to look at it but it lacks „this something”.  And now lets look at this „old and ugly” synagogue. When we look at it in a sunny day when the sunlight bumps off the windows and casts chiaroscuros on the walls, when we touch a beautiful brass door-handle the effect is stunning. 

 

 

 

 

 

fot. Agnieszka Maciejewska 

 

Miłego dnia! / Have a nice day! 

 

SPRING COSMETIC ESSENTIALS

15.04.2018

 

 

Każda pora roku wiąże się ze zmianami, również jeśli chodzi o pielęgnację skóry. A że ostatnio pojawiło się w mojej kosmetyczce sporo nowości, postanowiłam się nimi z Wami podzielić. Przygotowałam krótką listę pozycji, które zrobiły na mnie największe wrażenie i stały się moimi codziennymi niezbędnikami. 

 

 

Every season is linked to changes also when it comes to skin care. And because recently in my sponge bag there are some new stuff I decided to share them with you. I prepared a short list of cosmetics which impressed me the most and became my daily essentials.

 

 

Hydrolat różany i olej z nasion malin Ministerstwa Dobrego Mydła to ostatnio moje ulubione kosmetyki. Używam ich do porannej pielęgnacji. Po umyciu twarzy delikatnie spryskuję ją hydrolatem, a następnie po wchłonięciu wcieram w nią kilka kropelek olejku. Czasami nakładam jeszcze krem. Po tym „zabiegu” moja twarz jest odświeżona i promienna i  nawet niekonieczne jest nakładanie pudru. Najbardziej w tych kosmetykach lubię (oprócz tego, że cudownie pachną i pozostawiają skórę miękką i nawilżoną) to, że są przygotowywane w 100% z naturalnych składników. 

***

Rose herbal distillate and raspberry oil by Ministerstwo Dobrego Mydła are recently my favourite cosmetics. I use them for morning skin care. After washing my face I delicately spray it with herbal distillate. Later I rub a few drops of oil into my face. Sometimes I use a cream too. After this „treatment” my face is refreshed and bright and getting powder in it isn’t necessary. What I like the most in these cosmetics (instead of beautiful smell and making my skin soft and moistened) is the fact that they are 100% natural. 

 

 

Balsamy do ust marki Eos stosuję już od kilku miesięcy i jestem zadowolona z efektu. Nie dość, że pozostawiają skórę ust nawilżoną i miękką to jeszcze cudownie smakują i pachną. Mój ulubiony smak to malina i granat. Kolejnym plusem jest to, że kosmetyki tej marki są w 100% naturalne i większość z nich jest hypoalergiczna, więc spokojnie mogą je stosować osoby, które zmagają się z problemem wrażliwej skóry. 

***

Lip balms by Eos I’ve used for a few months and I’m satisfied with the result.  Not only they make lip skin moistened and soft but they smell and taste so nice. My favorite taste is raspberry and grenade. The additional advantage is the fact that Eos cosmetics are 100 % natural and most of them are hypoallergenic so they can be used even by people with skin problems.

 

 

Moje ulubione pomadki na wiosnę to matowa w kolorze brudnego różu (numer 33) z Inglota i numer 505 Rouge Illusion Bright Lipstick od Dr Ireny Eris, która na ustach przybiera kolor delikatnego brązu. Pierwsza przepięknie pachnie, a druga pozostawia na ustach delikatny połysk. 

***

My favorite lipsticks for spring are mat in a color of dirty pink (number 33) from Inglot and number 505 Rouge Illusion Bright Lipstick by Dr Irena Eris which makes mouth delicately brown. First one smells so beautiful and the second one has a subtle shine.

 

 

Wraz z nadejściem wiosny nadszedł czas na zmianę codziennego zapachu na nieco lżejszy. Moje ulubione wiosenno-letnie perfumy to Daisy Dream Marca Jacobsa. Zapach zawiera nuty jaśminu, gruszki, jeżyny,  kokosa, liczi i piżma. W torebce noszę też body lotion z tej samej serii, który wcieram w nadgarstki, żeby odświeżyć efekt w ciągu dnia. Na wieczorne wyjścia nadal  niezastąpione są dla mnie Black Opium od Yves Saint Laurenta. 

***

With the arrival of spring it’s time to change a daily perfume for something a little more subtle. My favourite spring perfume is Daisy Dream by Marc Jacobs. Its smell contains bites of jasmine, pear, blackberry, coconut, litchi and musk. In my bag I have a body lotion from Daisy Dream serie too which I rub into my wrists to refresh the effect during the day. For the night outs still my favorite perfume is Black Opium by Yves Saint Laurent. 

 

 

Moje ulubione kolory lakierów hybrydowych na wiosnę to numer 004 Classic Nude i 135 Frappe marki Semilac. Pierwszy z nich ma kolor delikatnego brudnego różu, a drugi to jasny nude. 

***

My favorite colours of hybrid nail polishes for spring are the number 004 Classic Nude and 135 Frappe by Semilac. First one is in the color of dirty pink and the second one is the bright nude. 

 

 

 

 

P.S. Ciekawa jestem jakie są wasze kosmetyczne niezbędniki na wiosnę. Trzymajcie się ciepło!

P.S. I’m curious what are your cosmetic essentials for spring. Take care! 

TREASURES

7.04.2018

 

 

coat – I’ve borrowed it from my mom

golf – H&M

trousers – H&M

shoes – Adidas Super Star

necklace – H&M

 

Często miłe zaskoczenie może nas spotkać tam, gdzie się tego w ogóle nie spodziewamy. Dla mnie takim miejscem jest szafa mojej mamy. Ilekroć do niej zajrzę, udaje mi się znaleźć jakieś skarby. Tym razem wyszperałam szary płaszczyk. Jak dla mnie jest idealny – długi, oversizowy, wiązany w pasie. Gdy go pokazałam mamie okazało się, że już od dłuższego czasu wisiał samotnie w szafie, bo ona nosiła swoje nowe płaszcze. I wtedy zdałam sobie sprawę jak wielu z nas tak robi. Kupuje nowe ubrania i nieświadomie zapomina o tych, które ma już w szafie od wielu lat. Układają się w coraz większe kupki i niepotrzebnie zalegają aż do momentu, kiedy porządki staną się nieuniknione. Mimo, że też co jakiś czas przybywa mi ubrań staram się na bieżąco je selekcjonować i oddawać te, których już nie potrzebuję. Oczywiście mam też parę ukochanych rzeczy, z którymi nie mogę się rozstać z sentymentu, ale kto z nas takich nie ma? Bardzo mnie cieszy fakt, że od kilku lat mój styl się nie zmienia (noszę w dużej części bazę i nie kupuję zwykle sezonowych trendów) i dzięki nie muszę się pozbywać aż tak wielu ubrań. Może jednak wraz z nadejściem wiosny warto by było jednak przejrzeć swoją szafę i oddać część rzeczy osobom, dla których mogłyby się stać skarbami?

 

 

We can often be surprised where we don’t even expect it. For me the place like this is my mom’s wardrobe. Every time I see inside it, I find some treasures. This time I’ve found a grey coat. It’s perfect for me – long, oversize, tied at the waist. When I’ve showed it to my mom it turned out that it’s been hanging in her closet for some time because she’s been wearing her new coats. And then I’ve realized how many of us do the same. We buy new clothes and  unconsciously forget about these ones we’ve had for many years. They’re falling into bigger and bigger pile until the tidying up is inevitable. Although every now and then I have „new” clothes I try to select them regularly and give away these ones that I don’t need any more. Obviously I have some my beloved things I can’t part with for sentimental reasons but who doesn’t have the same? I’m so happy with the fact that for some years my style hasn’t changed (I wear in large part basics and I don’t usually buy seasonal trends) and thanks for this I don’t have to get rid of so many clothes. But maybe with the coming of spring it would be worth to see inside your closet and give away some things to people for whom they could become treasures? 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Angnieszka Maciejewska

A LITTLE BIT OF GOLDEN SHINE

4.04.2018

 

 

coat – Zara

white shirt – Cubus

trousers – H&M

ankle boots – Zara

bag – Mumu

jewellery – vintage 

 

Nigdy nie byłam wielką fanką biżuterii. Gdy nadeszła specjalna okazja o wiele bardziej cieszyłam się z kwiatów pomimo tego, że po krótkim czasie zwiędły i pozostał po nich tylko pusty wazon. Ale sam fakt, że przez kilka dni pięknie się prezentowały przy moim łóżku i po całym pokoju roznosił się przyjemny zapach, sprawiał mi wiele radości. Do niedawna moją granicę tolerancji dla błyskotek stanowiły drobne srebrne kolczyki i dwa pierścionki, które i tak w końcu wylądowały na dnie kasetki. Tak naprawdę jedyną biżuterią bez której od wielu lat nie potrafię się obejść są zegarki, bez których nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania. 

 

Po tak długim czasie znam siebie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że aby przekonać się do pewnych rzeczy potrzebuję się po prostu z nimi oswoić. Staram się nie skreślać niczego zanim tego nie spróbuję. Biorąc pod uwagę, że noszę zazwyczaj proste ubrania, postanowiłam dać biżuterii szansę i urozmaicać w ten sposób moje codzienne zestawy. I muszę przyznać, że chyba się powoli zakochuję. Nie w tych pokaźnych kamieniach i zdobieniach. Ale w tych najprostszych minimalistycznych formach. Mój entuzjazm wzrósł jeszcze bardziej po wizycie w Rosa Chains Store. Nie przesadzę mówiąc, że gdybym mogła, wykupiłabym conajmniej połowę sklepowego asortymentu. Koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową, a sami się przekonacie ile piękna kryje się w biżuterii tej marki. 

 

 

I’ve never been a big fan of jewelry. When a special occasion has come I was more happy for getting some flowers although they withered after a short period of time and an empty vase was the only thing I’ve left of them. But the fact that they’ve looked so beautiful and smelt so pleasantly for some days has made me so happy. Until recently my tolerance limit for jewelry has been set by small silver earrings and two rings which in the end were at the bottom of my casket. Actually the only jawellery I can’t go on without are watches.

After a long time I know myself well enough to know that I need some time to get used to something to deal with it. I try not to cross anything before trying. Taking into account that I wear mostly simple clothes I decided to give jewelry a chance and combine it with my daily outfits. I have to admit that I’m falling in love with it. Not with the big gemstones but with minimalistic forms. My enthusiasm has risen more after a visit in Rosa Chains Store. I won’t go too far by saying that if I could, I would buy at least a half of the shop assortment. Visit its website and you’ll see for yourself how much beauty there’s in this brand’s jewelry.  

 

 

 

 

 

 

fot. Natalia Oumedjebeur 

 

Miłego wieczoru! / Have a nice evening!

DAILY LOOK – TRENCH COAT AND WHITE SNEAKERS

24.03.2018

 

 

trench coat – second hand

mom jeans – Pull & Bear 

blouse – New Look

seakers – Adidas Superstar 

bag – Mango 

belt – vintage 

watch – Marc by Marc Jacobs 

 

Chociaż według kalendarza już od kilku dni mamy wiosnę, wychodząc na dwór ciężko mi w to uwierzyć. Mimo tego, że czasami przez okna wpadają do mojego pokoju lekkie promienie słońca i już rozbudza się we mnie nadzieja na miły i przyjemny spacer, czuję rozczarowanie, kiedy tylko wystawię nos za drzwi. Bo niestety jak to w życiu bywa, piękna okładka nie zawsze oznacza równie satysfakcjonującą zawartość. I to, że świeci słońce, nie oznacza, że nie przyjdzie się nam zmierzyć z wiatrem i mrozem.  Pomimo tego staram się już powoli opuszczać mój bezpieczny azyl i „odstawiać” typowo zimowe części garderoby (nie wiem czy to przez to, że naiwnie próbuję przywołać w ten sposób wiosnę, czy mam już po prostu dosyć ciągłego zakładania na siebie tony ubrań). Tak więc mój ukochany trencz i sneakersy (białe Superstary to mój ulubiony model, do tego stopnia, że kupiłam już drugą parę – są bardzo wygodne i uniwersalne) znowu zajęły zaszczytne miejsce wśród najczęściej noszonych przeze mnie elementów garderoby. I mimo, że w przyszłym tygodniu znowu będę musiała je zastąpić ciepłym płaszczem i kozakami, jest mi ciepło na sercu, że mogłam się nimi chociaż trochę nacieszyć. I wiecie co, jako, że ostatnio jestem zorientowana w pogodzie niczym pełnoetatowa pogodynka, pocieszę was, że jeszcze tylko tydzień i już na dobre pożegnamy zimę. Trzymajcie się ciepło. 

P.S. Jeśli macie ochotę chociaż na chwilę przenieść się w ciepłe miejsce pełne słońca, bujnej roślinności i soczystych brzoskwiń, koniecznie przeczytajcie książkę „Call me by your name” André Acimana (albo obejrzyjcie film na jej podstawie). Zabierze was w podróż do słonecznej Italii, gdzie będziecie mieli okazję zaznać prawdziwego la dolce vita. Kartka po kartce, nie tylko zagłębicie się w niezwykłą relację łączącą głównych bohaterów, ale także poznacie ich świat. Zapragniecie razem z nimi leżeć na trawie i czytać książki, zbierać owoce, kąpać się w stawie i przechadzać się pośród zielonych zagajników, które na swoich obrazach uwiecznił Monet.

 

 

Although according to the calendar it’s been spring for a few days, when I go outside I can’t believe that. Even though sometimes the sunlight comes through the window of my room and to my heart comes a hope for pleasure walk I’m very disappointed as soon as I set my foot outside. Beautiful cover doesn’t always mean such a rewarding content and that’s just a way it is. And  as you can see the sunshine doesn’t mean that you won’t have to face the wind and frost. Although I’m trying to leave my safe refuge and hide typical winter clothes (I don’t know if that’s because I’m foolishly trying to summon spring or I just can’t stand wearing tons of clothes on myself). So my beloved trench coat and sneakers (white Superstar is my favorite so I bought the second pair – they are very comfortable and universal) have taken the honorable place among „my frequently worn garments”. And although next week I’ll have to replace them with a warm coat and high boots I’m glad I could wear them even just for a few days. And guess what? As recently I’ve been oriented in weather as a full-time weather girl, I can comfort you that it’s just one more week and we’ll say goodbye to winter for good. Stay warm!

 

 

P.S. If you’d like to even just for a while move to the warm place full of sunshine, lush vegetation and juicy peaches, necessarily read a book „Call me by your name” by André Aciman (or see the film based on it). It’ll take you take you on a journey to the sunny Italy where you’ll have an opportunity to experience la dolce vita. Page after page you will not only dig deep into unusual relationship between the main characters but also you’ll see their world as they could see it. You’ll want to lay with them on the grass and read books, pick fruits, swim in the pond and taking walks through green groves which were captured by Monet on his paintings.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot.  Natalia Oumedjebeur 

WINTER WONDERLAND

27.02.2018

 

coat – Zara

gloves and hat – Cameieu 

scarf – vintage

trousers – Zara

sweater – second hand 

shoes – Emu

bag – Mumu

 

 

Podczas ostatniego wyjazdu do Zakopanego zrobiłam mnóstwo zdjęć, którymi bardzo chciałam się z Wami podzielić. Kiedy wróciłam do domu, zajęta przygotowaniami do kolejnego wyjazdu, po raz kolejny zapomniałam, że doba ma 24 godziny, a nie conajmniej dwa razy więcej i nie zdążyłam przygotować nowego posta. Na pewno to znacie – zapominasz mierzyć siły na zamiary i planujesz zrobić milion rzeczy w ciągu jednego dnia. Dużo czasu mi zajęło pogodzenie się z tym, że nie zawsze muszę idealnie się wywiązywać ze wszystkich obowiązków. Po wielu przemyśleniach i przeanalizowaniu różnych sytuacji powoli rozumiem, że chodzi o to, żeby dawać z siebie jak najwięcej, a jeśli się nie uda, nie załamywać się, tylko docenić swoje starania.

Duży wpływ na moje nastawienie do życia mają książki, które czytam. Podczas podróży w góry przeczytałam krótką, lecz mądrą książkę Brooke McAlary „Prostota. Siła codziennych rytuałów”. „Wciąż w pośpiechu, z telefonem w dłoni, myślisz o sprawach, które czekają, terminach, które naglą… I to poczucie winy, że ciągle coś zaniedbujesz, stres, że z czymś nie zdążysz. Może na początek się zatrzymaj, usiądź, pomyśl, o co w tej bieganinie chodzi […] Zobacz, że świat wciąż istnieje, mimo, że Ty na chwilę wysiadłeś z tego pędzącego pociągu” – kilka zdań na odwrocie książki i już trafiają w punkt. Jeśli chcecie się dowiedzieć, jak uczynić swoje życie pełniejszym i lepszym, nie nakładając na siebie kolejnych zadań, a doceniając wartość zwyczajnych chwil, koniecznie zajrzyjcie do jej środka. 

 

 

Obawiałam się, że mój strój straci na aktualności, ale biorąc pod uwagę temperaturę na dworze, pasuje idealnie. Wiedząc, że czeka mnie dużo spacerów w mroźną pogodę, zabrałam na wyjazd najcieplejsze rzeczy, jakie miałam w szafie. Nad Morskim Okiem idealnie sprawdził się kożuch na miękkiej podszewce, gruby sweter, moje ukochane Emu i oczywiście obowiązkowo czapka, rękawiczki i szalik. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

Jeśli będziecie w Zakopanem koniecznie odwiedźcie restaurację „Gazdowo Kuźnia” na Krupówkach, gdzie będziecie mogli nie tylko spróbować lokalnej kuchni, ale też posłuchać muzyki na żywo i pozachwycać się niezwykle klimatycznym wnętrzem. 

Mój największy skarb – rodzina