MY FALL SEASON CLASSICS

26.10.2018

 

 

sweater – H&M

trousers – H&M

trench – vintage

belt – vintage

shoes – Adidas Originals 

bag – Atomy

ring – vintage 

 

Carrie Bradshaw miała swoje niezawodne buty, które dodawały jej skrzydeł, a były nimi szpilki od Manolo Blahnika. I mimo, że mam z Carrie trochę wspólnego, co do tej kwestii jesteśmy zupełnie różne. Jeśli miałabym wybrać buty, w których mogę codziennie stawiać czoła światu byłyby to zdecydowanie białe sneakersy. Przede wszystkim cenię sobie wygodę i noszę tylko te rzeczy, w których czuję się swobodnie. Chyba, że mówimy o zimie – wtedy zakładam na siebie tyle warstw, że nie czuję żadnej swobody i jestem pewna, że gdybym dostała bilet na Grenlandię, idealnie wtopiłabym się w tłum eskimosów. Ale jest mi ciepło i to dla mnie najważniejsze. Tu pojawia się kolejna istotna dla mnie kwestia – funkcjonalność tego, co noszę. Biorąc pod uwagę jaki tryb życia prowadzę, każda wolna chwila jest na wagę złota, więc nie chcę jej marnować na zastanawianie się co na siebie włożyć. Tak więc cieszę się, że udało mi się stworzyć bazę, dzięki której mogę bez problemu łączyć ubrania i mieć pewność, że będzie to dobrze wyglądało. Ciemnogranatowy lub beżowy trencz, sweter w neutralnym kolorze, białe lub czarne rurki, sneakersy i torba o ciekawej formie zawsze dobrze się sprawdzą.

 

 

Carrie Bradshaw had reliable shoes in which she could conquer the world and as you probably know I’m talking about Manolo Blahnik’s high heels. Although I have some things in common with Carrie, we are completely different about the shoes issue. If I had to choose shoes in which I can face the world every day, it would definitely be white sneakers. Above all, I value comfort and wear only things in which I feel comfortable. Unless we’re talking about winter – then I put on me so many layers that I don’t feel any freedom and I’m sure that if I got a ticket to Greenland, I would perfectly blend into the crowd of eskimos. But I’m warm and that’s the most important thing for me. And there we have another important issue for me – the functionality of what I wear. Considering my lifestyle, every free moment is worth its weight in gold, so I don’t want wasting it on figuring out what to wear. So I’m glad I have in my base wardrobe, thanks to which I can easily combine clothes and be sure that it’ll look good. Navy blue or beige trench coat, sweater in neutral color, white or black skinny jeans, sneakers and bag with interesting form always work well.

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Katarzyna Karczmarz

HIGH SANDALS

9.05.2018

 

 

trench coat – vintage 

blouse – Mango 

jeans – Zara

bag – Mango

shoes – Zara

watch – vintage 

 

Victoria Beckham kiedyś powiedziała: „W butach na płaskiej podeszwie zwyczajnie nie mogę się skupić”, a moja ukochana Carrie Bradshaw oddałaby ostatnie pieniądze za kolejną parę szpilek od Manolo Blahnika. Od kiedy kupiłam moje pierwsze szpilki starałam się zrozumieć fenomen wysokich butów. Wiecie jakie było moje ogromne rozczarowanie kiedy po kilku godzinach noszenia okazało się, że za pięknym wyglądem nie idzie wygoda? Zdałam sobie wtedy sprawę, że w życiu nie zamieniłabym na nie moich ukochanych sneakersów, trampek i baletek. Oczywiście nie pogardziłabym pięknymi szpilkami od Manolo Blahnika czy Rogera Viviera, ale podejrzewam, że przez większość czasu podziwiałabym je nie na mojej nodze, ale stojące na półce niczym muzealny eksponat. Bo choć wysokie szpilki dodają pewności siebie i sprawiają, że nogi stają się długie niemal do nieba, staram się omijać je szerokim łukiem. Z wysokich butów przyjemność sprawia mi tylko noszenie botków i sandałków. Tych z dzisiejszego posta mam już drugą parę. Są skórzane, wygodne i klasyczne, więc pasują niemal do wszystkich moich ubrań. I idealnie sprawdzają się nawet podczas wielogodzinnych tańców. 

 

 

Some time ago Victoria Beckham said: „I can’t concentrate in flats” and my dear Carrie Bradshaw would blow every last cent of her money to buy a new pair of Manolo Blachnik’s heels. Since I bought my first pair of high heels I’d been trying to understand the phenomenon of this kind of shoes. And do you know what was my huge disappointment when after a few hours of wearing them turned out that beautiful look doesn’t go hand in hand with the convenience? And I realized that I’d never exchange my beloved sneakers and ballets for them. Of course, I wouldn’t mind a pair of beautiful Manolo Blahnik or Roger Vivier heels but I think most of the time I’d admire them not on my feet but on the shelf like a museum exhibit. Because although high heels add self-confidence and make legs looking very long I try to give them a wide berth. When it comes to high shoes I take pleasure just from wearing ankle boots and sandals. These ones from today’s post I are my second pair. They are leather, comfy and classic so I can combine them with almost all my clothes. And they work out even during long time dancing. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Natalia Szukała

 

 

STRIPES

02.05.2018

 

 

linen shirt – H&M

white jeans – Mango

trench coat – second hand 

bag – Mango

shoes – Vagabond 

sunglasses – Marc by Marc Jacobs 

watch – Marc by Marc Jacobs 

 

Jeśli chodzi o wzory to mam do nich podobne podejście jak do kolorów – im mniej, tym lepiej. Nie wiem czy to już kwestia przyzwyczajenia, wygody czy strachu przed nieznanym, ale nie oszukujmy się – nigdy nie byłam barwnym pawiem, a raczej szarym wróbelkiem. Jedynym akceptowanym przeze mnie wzorem są paski (i kwiaty, ale też bez przesady). Uwielbiam je nosić szczególnie w sezonie wiosenno-letnim. Lniana koszula w paski, białe spodnie i siateczkowa torba przypominająca sieć rybacką sprawiają, że od razu przychodzi mi na myśl morze, szum fal, piasek skrzypiący pod stopami i słońce delikatnie parzące policzki. Nic tylko spakować walizkę i złapać pociąg jadący nad morze. 

 

 

 

As you may know my approach to patterns and colours is: the less them in my wardrobe, the better. I don’t know if it’s question of habit, convenience or the fear of the unknown but let’s face it – I’ve never been a colourful peacock but rather a grey sparrow. The only pattern accepted by me are stripes (and flowers but come on). I love wearing them especially in spring-summer season. Linen striped shirt, white jeans and mesh bag looking as a  fishing net make me think about sea, the sound of  the waves, sand creaking under the feed  and sun gently burning the cheeks. Nothing but pack your suitcase and catch a train to the sea. 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot. Gabriela Jaczewska

PERFECT IMPERFECTIONS

19.04.2018

 

 

trench coat – vintage

shirt – Cubus

jeans – Mango

bag – vintage ( inherited from my great-grandmother, she bought it for her son’s weeding in 1970) 

ankle boots – Reserved 

watch and earrings – vintage

 

 

O mojej miłości do „staroci” wiecie już dawno. Na tą piękną synagogę z dzisiejszych zdjęć trafiłam już w zeszłe wakacje. Wykorzystałam ją nawet do jednego z moich letnich postów. Odpadający tynk, pokryte lekko mchem ściany, które już dawno przestały być białe, schodząca z drzwi farba nie czynią jej ani trochę mniej piękną. Wręcz przeciwnie, dla mnie jest jeszcze piękniejsza i bliższa mojemu sercu właśnie ze względu na te drobne niedoskonałości. Bo kto z nas jest doskonały? Nikt. I czasami właśnie te niedoskonałości, świadczą o naszej wyjątkowości. To, co z pozoru jest doskonałe może w rzeczywistości okazać się surowe i puste. Dobrze się na to patrzy, ale brakuje mu „tego czegoś”. Weźmy natomiast tą „starą, brzydką” synagogę. Jeśli spojrzymy na nią w słoneczny dzień, kiedy promienie słońca odbijają się od okien i rzucają na ściany światłocienie, kiedy dotkniemy pięknej mosiężnej klamki, efekt jest fascynujący.

 

 

You’ve known about my love to „old” things for a long time. This beautiful synagogue from today’s photographs I stumbled on last holiday. I used it to one of my summer posts too. Coming off the walls plasters, walls (which haven’t beed white for a long time) covered with the moss, peeling paint from the doors – all these things don’t make this synagogue a bit less pretty. Quite the opposite – for me they make it more beautiful precisely because of these imperfections. Because who is perfect? Nobody. And sometimes exactly these imperfections make us more special. What is apparently perfect at first sight can prove empty in reality. It’s nice to look at it but it lacks „this something”.  And now lets look at this „old and ugly” synagogue. When we look at it in a sunny day when the sunlight bumps off the windows and casts chiaroscuros on the walls, when we touch a beautiful brass door-handle the effect is stunning. 

 

 

 

 

 

fot. Agnieszka Maciejewska 

 

Miłego dnia! / Have a nice day! 

 

DAILY LOOK – TRENCH COAT AND WHITE SNEAKERS

24.03.2018

 

 

trench coat – second hand

mom jeans – Pull & Bear 

blouse – New Look

seakers – Adidas Superstar 

bag – Mango 

belt – vintage 

watch – Marc by Marc Jacobs 

 

Chociaż według kalendarza już od kilku dni mamy wiosnę, wychodząc na dwór ciężko mi w to uwierzyć. Mimo tego, że czasami przez okna wpadają do mojego pokoju lekkie promienie słońca i już rozbudza się we mnie nadzieja na miły i przyjemny spacer, czuję rozczarowanie, kiedy tylko wystawię nos za drzwi. Bo niestety jak to w życiu bywa, piękna okładka nie zawsze oznacza równie satysfakcjonującą zawartość. I to, że świeci słońce, nie oznacza, że nie przyjdzie się nam zmierzyć z wiatrem i mrozem.  Pomimo tego staram się już powoli opuszczać mój bezpieczny azyl i „odstawiać” typowo zimowe części garderoby (nie wiem czy to przez to, że naiwnie próbuję przywołać w ten sposób wiosnę, czy mam już po prostu dosyć ciągłego zakładania na siebie tony ubrań). Tak więc mój ukochany trencz i sneakersy (białe Superstary to mój ulubiony model, do tego stopnia, że kupiłam już drugą parę – są bardzo wygodne i uniwersalne) znowu zajęły zaszczytne miejsce wśród najczęściej noszonych przeze mnie elementów garderoby. I mimo, że w przyszłym tygodniu znowu będę musiała je zastąpić ciepłym płaszczem i kozakami, jest mi ciepło na sercu, że mogłam się nimi chociaż trochę nacieszyć. I wiecie co, jako, że ostatnio jestem zorientowana w pogodzie niczym pełnoetatowa pogodynka, pocieszę was, że jeszcze tylko tydzień i już na dobre pożegnamy zimę. Trzymajcie się ciepło. 

P.S. Jeśli macie ochotę chociaż na chwilę przenieść się w ciepłe miejsce pełne słońca, bujnej roślinności i soczystych brzoskwiń, koniecznie przeczytajcie książkę „Call me by your name” André Acimana (albo obejrzyjcie film na jej podstawie). Zabierze was w podróż do słonecznej Italii, gdzie będziecie mieli okazję zaznać prawdziwego la dolce vita. Kartka po kartce, nie tylko zagłębicie się w niezwykłą relację łączącą głównych bohaterów, ale także poznacie ich świat. Zapragniecie razem z nimi leżeć na trawie i czytać książki, zbierać owoce, kąpać się w stawie i przechadzać się pośród zielonych zagajników, które na swoich obrazach uwiecznił Monet.

 

 

Although according to the calendar it’s been spring for a few days, when I go outside I can’t believe that. Even though sometimes the sunlight comes through the window of my room and to my heart comes a hope for pleasure walk I’m very disappointed as soon as I set my foot outside. Beautiful cover doesn’t always mean such a rewarding content and that’s just a way it is. And  as you can see the sunshine doesn’t mean that you won’t have to face the wind and frost. Although I’m trying to leave my safe refuge and hide typical winter clothes (I don’t know if that’s because I’m foolishly trying to summon spring or I just can’t stand wearing tons of clothes on myself). So my beloved trench coat and sneakers (white Superstar is my favorite so I bought the second pair – they are very comfortable and universal) have taken the honorable place among „my frequently worn garments”. And although next week I’ll have to replace them with a warm coat and high boots I’m glad I could wear them even just for a few days. And guess what? As recently I’ve been oriented in weather as a full-time weather girl, I can comfort you that it’s just one more week and we’ll say goodbye to winter for good. Stay warm!

 

 

P.S. If you’d like to even just for a while move to the warm place full of sunshine, lush vegetation and juicy peaches, necessarily read a book „Call me by your name” by André Aciman (or see the film based on it). It’ll take you take you on a journey to the sunny Italy where you’ll have an opportunity to experience la dolce vita. Page after page you will not only dig deep into unusual relationship between the main characters but also you’ll see their world as they could see it. You’ll want to lay with them on the grass and read books, pick fruits, swim in the pond and taking walks through green groves which were captured by Monet on his paintings.  

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

 

fot.  Natalia Oumedjebeur