PERFECT IMPERFECTIONS

19.04.2018

 

 

trench coat – vintage

shirt – Cubus

jeans – Mango

bag – vintage ( inherited from my great-grandmother, she bought it for her son’s weeding in 1970) 

ankle boots – Reserved 

watch and earrings – vintage

 

 

O mojej miłości do „staroci” wiecie już dawno. Na tą piękną synagogę z dzisiejszych zdjęć trafiłam już w zeszłe wakacje. Wykorzystałam ją nawet do jednego z moich letnich postów. Odpadający tynk, pokryte lekko mchem ściany, które już dawno przestały być białe, schodząca z drzwi farba nie czynią jej ani trochę mniej piękną. Wręcz przeciwnie, dla mnie jest jeszcze piękniejsza i bliższa mojemu sercu właśnie ze względu na te drobne niedoskonałości. Bo kto z nas jest doskonały? Nikt. I czasami właśnie te niedoskonałości, świadczą o naszej wyjątkowości. To, co z pozoru jest doskonałe może w rzeczywistości okazać się surowe i puste. Dobrze się na to patrzy, ale brakuje mu „tego czegoś”. Weźmy natomiast tą „starą, brzydką” synagogę. Jeśli spojrzymy na nią w słoneczny dzień, kiedy promienie słońca odbijają się od okien i rzucają na ściany światłocienie, kiedy dotkniemy pięknej mosiężnej klamki, efekt jest fascynujący.

 

 

You’ve known about my love to „old” things for a long time. This beautiful synagogue from today’s photographs I stumbled on last holiday. I used it to one of my summer posts too. Coming off the walls plasters, walls (which haven’t beed white for a long time) covered with the moss, peeling paint from the doors – all these things don’t make this synagogue a bit less pretty. Quite the opposite – for me they make it more beautiful precisely because of these imperfections. Because who is perfect? Nobody. And sometimes exactly these imperfections make us more special. What is apparently perfect at first sight can prove empty in reality. It’s nice to look at it but it lacks „this something”.  And now lets look at this „old and ugly” synagogue. When we look at it in a sunny day when the sunlight bumps off the windows and casts chiaroscuros on the walls, when we touch a beautiful brass door-handle the effect is stunning. 

 

 

 

 

 

fot. Agnieszka Maciejewska 

 

Miłego dnia! / Have a nice day! 

 

A LITTLE BIT OF GOLDEN SHINE

4.04.2018

 

 

coat – Zara

white shirt – Cubus

trousers – H&M

ankle boots – Zara

bag – Mumu

jewellery – vintage 

 

Nigdy nie byłam wielką fanką biżuterii. Gdy nadeszła specjalna okazja o wiele bardziej cieszyłam się z kwiatów pomimo tego, że po krótkim czasie zwiędły i pozostał po nich tylko pusty wazon. Ale sam fakt, że przez kilka dni pięknie się prezentowały przy moim łóżku i po całym pokoju roznosił się przyjemny zapach, sprawiał mi wiele radości. Do niedawna moją granicę tolerancji dla błyskotek stanowiły drobne srebrne kolczyki i dwa pierścionki, które i tak w końcu wylądowały na dnie kasetki. Tak naprawdę jedyną biżuterią bez której od wielu lat nie potrafię się obejść są zegarki, bez których nie wyobrażam sobie normalnego funkcjonowania. 

 

Po tak długim czasie znam siebie na tyle dobrze, żeby wiedzieć, że aby przekonać się do pewnych rzeczy potrzebuję się po prostu z nimi oswoić. Staram się nie skreślać niczego zanim tego nie spróbuję. Biorąc pod uwagę, że noszę zazwyczaj proste ubrania, postanowiłam dać biżuterii szansę i urozmaicać w ten sposób moje codzienne zestawy. I muszę przyznać, że chyba się powoli zakochuję. Nie w tych pokaźnych kamieniach i zdobieniach. Ale w tych najprostszych minimalistycznych formach. Mój entuzjazm wzrósł jeszcze bardziej po wizycie w Rosa Chains Store. Nie przesadzę mówiąc, że gdybym mogła, wykupiłabym conajmniej połowę sklepowego asortymentu. Koniecznie zajrzyjcie na ich stronę internetową, a sami się przekonacie ile piękna kryje się w biżuterii tej marki. 

 

 

I’ve never been a big fan of jewelry. When a special occasion has come I was more happy for getting some flowers although they withered after a short period of time and an empty vase was the only thing I’ve left of them. But the fact that they’ve looked so beautiful and smelt so pleasantly for some days has made me so happy. Until recently my tolerance limit for jewelry has been set by small silver earrings and two rings which in the end were at the bottom of my casket. Actually the only jawellery I can’t go on without are watches.

After a long time I know myself well enough to know that I need some time to get used to something to deal with it. I try not to cross anything before trying. Taking into account that I wear mostly simple clothes I decided to give jewelry a chance and combine it with my daily outfits. I have to admit that I’m falling in love with it. Not with the big gemstones but with minimalistic forms. My enthusiasm has risen more after a visit in Rosa Chains Store. I won’t go too far by saying that if I could, I would buy at least a half of the shop assortment. Visit its website and you’ll see for yourself how much beauty there’s in this brand’s jewelry.  

 

 

 

 

 

 

fot. Natalia Oumedjebeur 

 

Miłego wieczoru! / Have a nice evening!

MY GREAT-GRANDMA’S BAG

12.06.2017

White shirt – Cubus / Jeans – Zara / Ballerinas – Mango / Bag – inherited from my great-grandma

Wspomnienia… Według mnie najcenniejsza rzecz, jaką posiadamy. Uwielbiam stare rzeczy, ponieważ często za nimi kryją się kawałki jakieś historii. Torebka z dzisiejszych zdjęć to pamiątka, którą odziedziczyłam po mojej ukochanej prababci Ani. Babcia kupiła ją w 1970 roku na ślub swojego syna Wojtka. Myślę, że  jest ona idealnym odzwierciedleniem charakteru mojej babci. Babcia była delikatną, skromną, pełną ciepła i miłości osobą. Nie lubiła się zbytnio stroić. Myślę, że jej styl można by było określić słowami niewymuszonej elegancji. Jej obraz, który najbardziej zapadł mi w pamięć – babcia siedząca w ogrodzie w błękitnym sweterku z broszką w kolorze bursztynu i dużym słomkowym kapeluszu. Jej ulubionymi kwiatami były róże i myślę, że babcia byłą taką różą – delikatną, kruchą i piękną. Mimo tego, że zmarła jak miałam dziewięć lat to doskonale ją pamiętam – jej opowieści z czasów drugiej wojny światowej, piosenki i wiersze, których uczyła mnie i moją siostrę i ciastka holenderskie, które zawsze miała schowane w szufladzie. Mimo tego, że już jej nie ma to cieszę się, że mam chociaż rzecz, która sprawia, że czuję jej obecność. Na pierwszy rzut oka to zwykła torebka, ale dla mnie jest ona częścią babci.

***

Memories… I think the most precious things in our lives. I love vintage things because in them are saved pieces of one’s history. The bag from today’s post I inherited from my great-grandmother Anna. She bought it in 1970 for her son’s weeding. This bag is the perfect reflection of my grandma’s character. She was gentle, modest, full of warm and love person. She didn’t like to gussy up. I think her style I can call the simple elegance. The picture, which I remember the most is my grandma sitting in the garden, wearing a blue sweater with brooch in the colour of amber and a big straw hat. Her favourite flowers were roses and I think she was such a rose – gentle, tender and beautiful. Although she died when I was nine I remember her very well – her stories about World War II, poems and songs, which she was teaching me and my sister and biscuits she has in a drawer. Although she’s not still here, I’m very happy to have a thing, which make me feel her presence. At a glance it’s just a bag but for me it’s a part of my grandma.

fot. Agnieszka Maciejewska

MOM JEANS

01.05.2017

mom jeans – Pull& Bear / blouse – Zara / shoes – Stradivarius / Belt – vintage / watch – Marc by Marc Jacobs / jewellery – YES

Ines de La Frassange – była modelka, która pozowała m.in. dla magazynów  „Elle”, „Vogue” i „Madame Figaro”, wieloletnia muza Karla Lagerfelda, obecnie projektantka i autorka światowych bestsellerów, w których daje czytelniczkom wskazówki jak wyglądać jak prawdziwa paryżanka. Można ją bez wątpienia nazwać uosobieniem paryskiego szyku i ikoną mody. Ale co ma Ines de La Frassange do tematu dzisiejszego wpisu, czyli mom jeans? Pomimo tego że ten typ spodni od kilku sezonów nie znika ze światowych ulic i social mediów, autorka bestsellera „Paryski szyk” nie ma o nich pozytywnej opinii: „Skoro i tak stronimy od ulegania trendom, nie ma mowy, byśmy poddały się temu, który deformuje naszą sylwetkę”.

Spodnie typu mom były bardzo popularne w latach 90. Wówczas ukazywał się serial „Beverly Hills 90210”. Jednym z elementów garderoby głównych bohaterek – Brendy, Kelly i Donny były właśnie mom jeans. Trend ten bardzo szybko wkradł się do szaf fanek serialu. Z czasem jednak te spodnie wyszły z łask i stały się jednym z najbardziej kontrowersyjnych elementów damskiej garderoby. Co więc sprawiło że te na pozór niekobiece i zniekształcające figurę spodnie ponownie stały się hitem? Odpowiedź jest prosta – przede wszystkim wygoda.

Sama od kiedy w trzeciej klasie podstawówki kupiłam swoje pierwsze rurki nie brałam pod uwagę żadnych spodni z szerszą nogawką. Najczęściej nosiłam klasyczne czarne, bo pasowały do wszystkiego i miałam wrażenie że zawsze dobrze w nich wyglądam. Wszystko się zmieniło kiedy pierwszy raz podebrałam z szafy mojej młodszej siostry proste niebieskie jeansy z dziurami, które były na mnie o dwa rozmiary za duże. W życiu bym nie pomyślała że będę w nich się aż tak komfortowo czuła. Od tamtej pory zaczęłam bardziej eksperymentować ze spodniami. Do gry wkroczyły różne odcienie denimu, przetarcia, a przede wszystkim różne szerokości. Te które mam na sobie na zdjęciach z dzisiejszego posta zajmują pierwsze miejsce w rankingu moich ulubionych spodni. Cenię je przede wszystkim za to że w zależności od tego z czym je połączę mogę uzyskać zarówno elegancki jak i casualowy efekt. Z pewnością jeszcze nie raz pokażę je wam na blogu w innych odsłonach.

Ines de La Frassange – ex-model, who posed e.g. for „Elle”, „Vogue” and „Madame Figaro” magazines, a long-term Karl Lagerfeld’s muse, currently a fashion designer and an author of world bestsellers, in which she advises how to look like Parisian. Doubtless she can be called the epitome of Parisian style and the fashion icon. But why I’m telling about Ines de La Frassange when the title of my post is mom jeans? Despite the fact that this type of trousers is often seen on the streets and in social media for several seasons, the author of bestseller „Parisian chic” doesn’t have a good opinion about them. She told: „Since we avoid following trends, there’s no way to accept that one which deform our figures”.

 Mom jeans were very popular in the 90s. At that time came out „Beverly Hills 90210”. Mom jeans were a part of main characters’ – Brendy, Kelly and Donna wardrobe. Fans of this series gladly followed that trend. But with time mom jeans became unfashionable and they were one of the most controvercial part of ladies wardrobe. What makes these seemingly unattractive and making our figures deformed jeans a hit? The answer is easy – a convenience.  

When I was in the third class of primary school I bought my first pair of skinny jeans and I didn’t consider any trousers with wider pantlegs. I usually wore a classic black ones, because they fit to most of my clothes and I had a feeling that I was always looked good in them. Everything changed when I took from my sister’s wardrobe a pair of straight blue ripped jeans, which were two sizes too big for me. Before I’d never thought that I could feel so good in them. Since then I’ve started to experiment with trousers. I’ve been trying different shades of denim, wipes and widths. Mom jeans which I am wearing on the photos from today’s post are my best. What I like the most in them is the fact that they can become elagant and casual depending on what I will wear to them. I’m sure that I will show you them on my blog in different ways soon.

fot. Natalia Oumedjebeur